Geoblog.pl    biszkopt    Podróże    Zagrzeb (HR), 2006/2007    u chorwackiej rodziny
Zwiń mapę
2006
28
gru

u chorwackiej rodziny

 
Chorwacja
Chorwacja, Marija Bistrica
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 734 km
 
W Marija Bystricy błyskawicznie zabierają nas do swojego domu. Mają małe gospodarstwo i dwoje dorosłych już dzieci Anitę i Borysa. Z żoną dostajemy pokój Borysa z wygodnym łóżkiem.

Codziennie rano raczą nas śniadaniem zbliżonym do tego do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni oraz naparem z rumianku zamiast herbaty – to nie ewenement oni piją to zamiast herbaty. Rano ktoś z rodziny podwozi nas do miejscowego sanktuarium i zostawia. Punkt pierwszy dnia poranne spotkanie w grupach.
Spotkania w grupach są przyjemne i pouczające – w naszej grupie jest dwoje Portugalczyków, dwie Litwinki, dwoje Węgrów (brat i siostra) i my. Dyskusja po angielsku zaczyna się rozwijać jak to jest u nas a jak u was itd.
Po porannym spotkaniu jedziemy do Zagrzebia znów po tych serpentynach. Trochę bierzemy udziału w konferencjach i spotkaniach modlitewnych a trochę czasu na zwiedzanie miasta. Wszędzie poruszamy się tramwajami i autobusami – zostaliśmy wyposażeni w dobre mapki więc idzie łatwo. Najpierw zaliczamy punkt programu – dzień otwarty w miejscowym meczecie – jesteśmy ciekawi więc jedziemy. Ładny nowy meczet, ukończony chyba w 2005r. Kobiety oczywiście z nakryciem głów a wszyscy bez wyjątku bez butów – ciekaw jestem czy potem wśród setek par butów znajdę swoje - były!
Jakiś Pan w garniturze opowiada o islamie i stara się odpowiadać na pytania przybyłych, niektóre są trudne dotyczą np.: miejsca kobiety w islamie i ich traktowania. Wszystko kończy się kulturalnie - bez żadnych zamieszek ;-).
Obiad wydawany jest na hali expo. Dokładnie o 14:00 otwierają się drzwi do hali i ustawiają się kolejki po prowiant. Nie czeka się długo bo wszystko jest dobrze zorganizowane i wydawanie przebiega szybko. Do jedzenia jest najczęściej podgrzana puszka (zraziki w sosie, fasolka w sosie lub inne rzeczy najczęsiej w sosie + pieczywo + jabłko + coś słodkiego). Potem postanawiamy jechać na stare miasto.
Szału na nas Zagrzeb nie zrobił – jest trochę ciekawej zabudowy typowej dla tzw „starego miasta” ale Budapeszt był naszym zdaniem bardziej malowniczy.
O 19:00 musimy być na parkingu koło expo skąd odjeżdżają autokary we wszystkie strony rozwożąc pielgrzymów. Powrót do Marija Bystricy.
Z głównego rynku w MB odbiera nas pani domu i zawozi na kolację, potem „pogaduchy”. Językiem porozumiewania się z rodziną nas goszczącą był chorwacko-rosyjsko-polski gdyż nikt nie znał ani angielskiego ani niemieckiego. Dogadujemy się - czasem z użyciem rąk lub rysunków.

Sylwester. Najpierw część zorganizowana – tzw. Festiwal narodów. Każdy kraj na prędce wymyśla co przedstawi jako swoją narodową cechę, zabawę, piosenkę czy taniec itp. Wszystko w mroźną sylwestrową noc przy palącym się ognisku. Jest ubaw. Polaków jest najwięcej więc nasza góralskie przyśpiewki niosą się hen po chorwackich górach. Potem o północy Msza Św. i powrót do domów – dla nas to ciąg dalszy zabawy bo w naszej rodzinie jest zabawa sylwestrowa, przyjechali brat, kuzyn, babcia i sąsiad i ktoś jeszcze. Niektórzy są już ciut zalani więc b.chętni do pogadania i tańców. Nie dało się nie zauważyć, że podczas tańczenia b.głośno gwiżdżą i robią coś na wzór jodłowania tak jak by to był konkurs kto głośniej i kto dłużej. Na stole prosiak i wino własnej roboty – pite pół na pół z wodą. Wódki nie było. Żegnamy dobrze bawiących się gości ok.2:00 i idziemy spać - jutro powrót do Polski.


 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (21)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedził 9% świata (18 państw)
Zasoby: 165 wpisów165 0 komentarzy0 286 zdjęć286 0 plików multimedialnych0